Miłość ze słoika… #2

 

W tym wpisie przeniesiemy się diametralnie do innego miejsca, z mokrego i ciemnego lasu zapraszam Cię na jedną z plaż kalifornijskich. W chwili niby codziennej, a jednak niezwykłej- o zachodzie Słońca.

 

Czujesz już złociste drobinki piasku pod nogami? Czy słyszysz leniwe przypływy i odpływy? Czy czujesz to rajskie powietrze? Drogi Czytelniku, jeśli choć raz odpowiedziałeś tak, to jesteś na dobrej drodze by zrozumieć co przydarzyło się jednej z tamtejszych dziewcząt.

Dzień był wspaniały, pobudzająca do życia morska bryza była obecna wszędzie, i już od rana pobudzała tamtejszych mieszkańców do działania. Przenikliwe promyki Słońca nie pozwalały spać nawet tym największym śpiochom. Ogrzewając swą niebywałą mocą dawały znak, by wstać i nie przegapić najlepszej pory dnia. Nie było chyba nic lepszego od wspólnego śniadania.

W domu Elasoon’ów zaczęła się poranna wrzawa. Emilie spała na poddaszu i nawet to nie powstrzymało jej młodszej o dziesięć  lat siostry by nie pozwolić jej opuścić śniadania do którego zawsze zasiadali wspólnie. Ritta, bo tak miała na imię mała piegowata dziewczynka radośnie otworzyła drzwi do pokoju Emilie i nie namyślając się długo ruszyła ku łóżku siostry którą tak bardzo kochała i zaczęła…. okładać ją poduszką.

Odkąd obydwie pamiętały, była to zabawa która dostarczała niesamowitych pokładów śmiechu i od razu czyniła dzień wyjątkowym. Po kilku minutach Emilie widziała, jak bardzo cieszy Rittę fakt, że pozornie wygrywała starcie, postanowiła zatem z honorem uznać przewagę siostry i podniosła ręce w geście poddania się. Jakiż uśmiech wymalował się na twarzy Emilie to sobie nie wyobrażacie.

Roztropność w domu Elasoon’ów była chyba cechą dziedziczną. Podobnie przejawiała się w Rittie już od najmłodszych lat, i jak na sprawiedliwą królową przystało potraktowała swojego jeńca godnie i po upływie niespełna kilku minut obydwie siedziały już przy stole. Oprócz nich, przy stole siedzieli Tata oraz Mama. Tutaj mała nieścisłość, ponieważ mama w zasadzie cały czas krzątała się po ładnie udekorowanej kuchni, podając kolejne kromki pieczywa.

Charakterystyczny zapach pieczywa był czymś wyjątkowym w niemal każdym wspólnym posiłku. Piekli go ich dziadkowie, rodzice, a teraz one pomagały mamie w przygotowaniu niezwykłego ciasta które nierzadko ubogacały jakimiś wspaniałymi dodatkami jak żurawina czy śliwki albo pestkami z dyni.

Jeśli na samą myśl o tym zgłodniałeś, a nie masz niczego przy sobie to musisz mi wybaczyć.

Ritta oraz Emilie miały bardzo podobne gusta jeśli chodzi o jedzenie. Obydwie uwielbiały dżem truskawkowy. No i to co chyba lubią wszyscy, czyli czekoladowy krem do smarowania na kanapkę.

Po zjedzeniu śniadania poszły się przebrać i czym prędzej opuściły dom w którym coraz bardziej czuć było że na zewnątrz jest piękna pogoda.

Za swój pierwszy cel postawiły miasteczko które mieściło się niedaleko stąd. Po niespełna godzinie zaczęły odczuwać coraz mocniejsze promienie Słońca na skórze, jednak dzięki kremowi z filtrem nie musiały martwić się że upodobnią się do grzanek.

Po prostu cieszyły się złocistym kolorem skóry przechodząc właśnie koło parku w którym to siedział dobry przyjaciel Emilie. Postanowiły się zatrzymać i odpocząć.

Mark był średniego wzrostu brunetem o zielonych oczach. Był osoba raczej bezproblemową, a jako przyjaciel był nieocenionym człowiekiem, co i tym razem udowodnił.

-Hej Emi, cześć Ritta. Gdzie idziecie? Może mogę wam potowarzyszyć? A przy okazji, zapewne chce wam się pić.-powiedział patrząc na okrąg złotego Słońca z którego właśnie teraz zaczął bić największy żar. I podał im bidon z zimną oranżadą.

-Hej Mark, jasne choć z nami, idziemy na spacer. Ohh Mark, jesteś wspaniały.-powiedziały zgodne popijając idealnie chłodny napój.

Gdy tak spacerowali dotarli do ulubionego placu zabaw 10 letniej Ritty. Która to w tym właśnie momencie robiąc słodkie oczy spojrzała na Emilie, a ta przyzwalająco skinęła głową.

Następny przystanek pełny frajdy okazał się także strasznie męczącym bo po pół godzinie Emilie już nie miała siły by huśtać się na łańcuchowej huśtawce.

Gdy ona się bawiła i zapomniała o wszystkim co dookoła Emilie i Mark rozmawiali.

-Słuchaj Emilie, nie chciałabyś się wyrwać dzisiaj gdzieś wieczorem? Słyszałem, że ma być pokaz sztucznych ognii oraz pokazy pirotechniczne. Pójdziesz ze mną?- Spytał z zaciekawieniem.

-Pokazy pirotechniczne, brzmi ciekawie. Ok, gdzie i o której się spotkamy?

-Przyjdę po Ciebie około 20:30.

-Ok, będę czekać.

-No to jesteśmy umówieni.

Zaraz później pojawiła się zgrzana i zmęczona do cna Ritta.

-Emilie nie dam rady iść.-wydedukowała

-O nie siostrzyczko, ja Cię nosić nie będę, trzeba było dawkować siły.-odparła nieco zdziwiona Emilie.

-Oj Emilie daj spokój, przecież to nie problem.-powiedział kucając i dając Rittie znak, żeby wskakiwała na barana.

-Widzisz Emilie, twój przyjaciel jest lepszy od Ciebie.-Powiedziała triumfalnym głosem przewyższając siostrę o co najmniej głowę.

-Oj Mark, znów mi pomagasz, kiedy dasz się zrewanżować?-spytała luźno.

-Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę.-odparł z uśmiechem.

Szli wolno oglądając piękno przyrody jakie otaczało ich na każdym rogu.Po nieco ponad godzinie doszli do domu, dziewczyny pięknie podziękowały a Mark uznał że czas wracać i przygotować się do dzisiejszej nowy, skierował się w stronie alejek ze sklepami.

Nadeszła godzina 20:30 a Mark punktualnie przyszedł po Emilie i razem udali się na pokazy odbywające się niedaleko morza które kojarzycie z obrazka.

Jeśli byliście kiedyś albo widzieliście na obrazkach skaliste plaże to wiecie, że niektóre są olbrzymie i nie widać co jest za nimi. Tak też było w przypadku tej plaży. jeden z jej odcinków w zasadzie roił się od takich wystających skał.

Minął kwadrans i byli już na miejscu. Podwyższona scena była widoczna już z dużej odległości, panował niezwykły chaos gdyż do występu zostało 10 minut a scena była niegotowa więc artyści uwijali się jak mogli.

Zaczęło się na dobre

Kręcące się pochodnie wyglądały jak przepiękne lampiony świecące niezwykłym światłem. Pokaz trwał choć nie był aż tak ciekawy, bo pierwsza grupa piromanów zrobiła niebywałe show oraz wywalczyła podziw wszystkich zgromadzonych, czego natomiast nie można powiedzieć o innych. Z każdym kolejnym występem pokazy tylko traciły widzów, no niestety musieli się z tym liczyć,że publiczność tutejsza była szczególna.

Mark widział, że Emilie się tutaj męczy więc zaproponował jej spacer wzdłuż plaży, Emilie nie chciała i nie miała innego lepszego pomysłu więc bez problemów się zgodziła.

Szli przy spienionym brzegu czując niesamowity zapach bryzy, oraz smażonych niedaleko sceny kiełbasek za którymi wszyscy przepadali. Złociste drobinki coraz częściej znajdowały się w ich butach. Weszli w odcinek wystających skał i trzymając się za ręce dotarli do miejsca gdzie w kwadracie stały wystające pochodnie a pośrodku leżał koc.

Wyczuwała niepokój, niepewność ale też wielką ciekawość. Zaprosił ją na koc i prosił by spojrzała na przepiękny zachód Słońca.

-Chcę żebyś była moim Słońcem, które nigdy nie zachodzi.-Powiedział głosem pełnym patosu.

Zarumieniła się ale nie potrafiła nic powiedzieć.

Wziął jej rękę i kleknął przed nią i zaczął mówić:

-Emilie, znamy się tak długo a jednak, dopiero teraz zrozumiałem, że jesteś tą której szukałem całe życie. Jesteś moim aniołem, moją motywacją i wieczną aranżacją.

Emilie , klęknij.-poprosił.

Była rozpalona, podniecona, zarumieniona, przepełniona adrenaliną i cholerną ciekawością.

-Emilie, nie chce być jak ten którego można podstawić pod wzór. Gdy to jeszcze mówił,wyjął ze stojącego na kocu koszyka pluszowego misia, który między złożonymi na brzuszku łapkami trzymał….

…..słoik dżemu truskawkowego.

Nie wiedziała co ma zrobić, po prostu się rozpłakała, ale to były łzy szczęścia. Wzięła go w objęcia i przytuliła najmocniej jak umiała.

-Dziękuję…. Mark, byłeś wyjątkowym przyjacielem, mam nadzieję że będziesz też takim partnerem.

I gdy skończyła mówić przyrzekł jej wierność, złożył pocałunek wierności i w tym właśnie momencie wystrzeliły fajerwerki.

 

Podobało Wam się?

Mam nadzieję, że tak. Gdzieś słyszałem, że niektóre rzeczy mówią więcej niż tysiąc słów. W moim przypadku ten obrazek też powiedział bardzo dużo, bo aż 1215.

Do usłyszenia niebawem – Zapraszam na Facebooka oraz w sekcję komentarzy.

  • Ktoś tu lubi działać na wyobraźnię 🙂 Pamiętam, że gdy byłam troszkę młodsza to lubiłam pisać podobne opowieści. Potem wydałam tomik wierszy i jakoś czas poetyckiego pisania prysł… 🙂 Ale poczytać zawsze miło.