Pisane czy wpisane ? Majówka na Słowo z obrazka 4/10 #25

Dzień czwarty. Dzisiaj mam dla Was coś specjalnego, historię osadzoną w świecie dam, zamków, rycerzy i … wysokich wież. Wyluzujcie się i wczujcie się w jej przekazywaną wartość.

Na sali…

Gdzie posadzka jest ułożona z dość dużych kwadratów, które wskutek kontaktu z przenoszoną na ludzkich butach solą niszczeje na każdym z jej fragmentów dało się zauważyć coś dziwnego. Oto w samym rogu gdzie zbiegają się dwie ściany widniała dziura. Co prawda istniała od samego początku gdy tylko prace nad posadzką zostały ukończone, lecz zbliżający się wielkimi krokami bankiet nie mógł być przełożony i wielka księżna Calantella postanowiła zignorować ową niezałataną sprawę. Niepokój zaczął się niedawno, ponieważ okazała się być idealną drogą ucieczki dla małych nieproszonych gości.

Aaaarararararararararararara – krzyknęła Rebecka jak na królewnę przystało.

Swoim krzykiem skupiła na sobie wzrok całej sali obfitując przy okazji w czerwone jak wino rumieńce. Miała bogiem nieodparte pragnienie być w centrum uwagi. Wszystko co u normalnych ludzi uchodziło za zjawisko zgodne z prawami natury wzbudzało w głowie królewny falę pytań – Ale po co ? Jak ? Dlaczego ?

Nawet nadworni uczeni mieli dość udzielania odpowiedzi na niekończące się pytania. W dużej mierze nie było to spowodowane ich ilością, ale ignoranckim podejściem młodej damy do prób wyjaśnienia jej pewnych oczywistych faktów. Do wszystkiego co działo się dookoła niej układała własne prawa, i normy. Nie wspominając już o tym, że jeśli ktoś spróbował się sprzeciwić zdaniu królewny to oprócz wyśmiania narażony był na wydalenie z królestwa. Matka Rebeki Calantella często nie rozumiała zachowań i decyzji następczyni tronu, ale czego się nie robi dla własnej córki ? – myślała i tak tłumaczyła każdą błędną decyzję podjętą wskutek naciskań Rebecki.

Zbliżał się ważny dzień

Dzień w którym królewna kończyła szesnaście lat i oprócz tego, że jak sama uważała stawała się najmądrzejszą istotą chodzącą po Ziemi to też musiała wybrać sobie męża. Kogoś, kto miałby być przy niej zawsze, kochać ją i dawać wszystko czego zapragnie. Swoją drogą – nazwałbym tę osobę czarodziejem albo kimś władającym czarodziejskimi mocami, ale na dworze znano inną terminologię słowa mąż.

Za chudy

Za wysoki

Za biedny

Za głupi

Nie potrafiący mnie zadowolić

To najczęściej wypowiadane formułki przez Rebecę, której jak uważała wystarczała minuta, żeby poznać tego Jedynego. Cóż, chyba się ze mną zgodzisz czytelniku, że decyzji młodej damy nie należy lekceważyć. No chyba że chcesz błąkać się po okolicznych lasach jak wszyscy którzy nie zgadzali się z wolą młodej rządzącej.

Trwało to 3 dni…

Gdy okazało się, że Rebecca przepuściła przez swój filtr „nadającego się i nie nadającego się” – zgoda, nie było nadających się. Także można śmiało powiedzieć, że nikt nie spełniał wymagań królewny.  Wśród wielu młodych mężczyzn znalazł się niejaki Roth – chłopak pochodzący z niskiej i zubożałej rodziny szewca i praczki. O ile sam jego wygląd wcale nie odstraszał to ubrania jakie nosił dość dużo mówiły o zasobności jego portfela. Było w nim coś niezwykłego – był pełny nadziei, że królewna spojrzy na niego i dostrzeże tego, na którego tak długo czekała. Już przed nią się skłonił i chciał wypowiedzieć swoje imię gdy pulchna królewna nietrywialnie machnęła ręką mówiąc:

Następny

Czar prysł – w oczach tej którą podziwiał, szanował i potrafił usprawiedliwić za każdą głupotę jakiej się dopuściła był przegrany. To smutne – ale nawet nie znała go z imienia.

Wkrótce potem przybył jeszcze jeden młodzieniec. Blondyn średniego wzrostu o przebiegłych oczach tuż po skłonie złożył na rękach Rebecci naszyjnik z pereł. Nikt nie wiedział skąd pochodził, ani naszyjnik ani ten kto go przywiózł. Perły należały do najdroższych dóbr jakie można było nabyć w królestwie i sama rodzina królewska posiadała ich tylko 3 sztuki. Naszyjnik natomiast wykonany był co najmniej z tuzina takich błyskotek. To był wystarczający argument.

Kocham Cię, młodzieńcze. To na Ciebie tyle czekałam. – powiedziała wzruszona królewna i pozwoliła się pocałować.

Mam nadzieję, że poczułeś się choć troszeczkę zaskoczony drogi czytelniku. No bo przecież – kto by się spodziewał takiego obrotu spraw ?

Kasa – jeśli ją miałeś – a Pict ją miał to zostałeś wybierany. Tak naprawdę nie widział w tej kobiecie nic poza wylewającym się z prawego i lewego boku tłuszczem oraz kimś kto nie potrafił znieść że nie ma racji. Tak naprawdę mężczyzna nie traktował tego związku na poważnie, ślub był zrobiony ewidentnie pod publikę i zadowolenie mieszkańców. Gdy królewnie zbliżały się te dni, kiedy krzyczała głośniej niż zazwyczaj i denerwował ją nawet niewielki ruch powietrza to książę przestał to znosić. 3 miesiące minęły jak z bicza strzelił, ale w czwartym nie wytrzymał i zamknął królewnę w najwyższej wieży pałacowego zamku, a że Callante właśnie zwiedzała swoje włości to miał wystarczająco czasu, żeby przejrzeć zasoby królestwa.

Zonk

Chyba nie muszę mówić jak wielce się zawiódł widząc świecący pustkami skarbiec i jedynie 3 perły oraz zastawę stołową wykonaną ze średniej klasy porcelany. Każdorazowo gdy tylko nadarzała się okazja to właśnie Roth lubił przebywać z księżniczką gdy ta krzyczała. Miała się na kim wyżywać, a biedny młodzieniec tak postrzegał jej miłość. Nie było dla niego ratunku – zatracił się w niej i kochał ją taką jaką była. Pict był tym faktem bardzo zadowolony, bo zawsze gdy potrzebował coś załatwić w ukrytych komnatach pałacu to wybierał właśnie Roth’a do opieki nad królewną a sam miał wystarczająco czasu by zinfiltrować wewnętrzne stany pałacu.

Wkrótce potem księżniczka podczas któregoś z trudniejszych dni wywaliła z królestwa Roth’a. Powód :

Tak będzie lepiej dla mnie, a jak się nie zgadzasz z tym to zaraz do niego dołączysz.

Wkrótce potem

Kochające się małżeństwo się rozpadło, Calantella wróciła i pomogła córce rządzić. Nie na długo, bo Pect doskonale znał czułe punkty twierdzy i jej zdobycie było tylko formalnością. Przybył ze swoją kohortą i bez strat po prostu wszedł jak do siebie. Dawna władza gniła w lochach, a ludziom żyło się lepiej. Bo Pect kiedyś sam poczuł biedę mieszczaństwa i wiedział jak poprawić ich warunki bytowe. Samego Rotha odnalazł i awansował do rangi swojego zastępcy.

Morał z opowiadania jest krótki:

Nie daj się zwieść pięknie przedstawionemu obliczu bezstresowego wychowania.