Dzień drugi – O miłości, smutku i pokorze #23 2/10

Dzień drugi

To już drugi wpis, miło mi, że dalej tu jesteś. Dzisiaj w ramach urozmaicenia i w celu nastawienia się na taką melancholijną niedzielę mam dla Was opowieść o … a z resztą, przeczytajcie sami. Zapraszam !

Mrok umysłu na złocistym piasku

Mężczyzna i kobieta. Zapadał zmrok. Złociste drobinki piasku odbijały promienie dogrzewającego je Słońca powodując, że raz na jakiś czas dało się odczuć lśniącą łunę leżącą kilka metrów pod twoimi stopami. Linia brzegowa morza nie obfitowała w kamienie, wręcz przeciwnie – można było cieszyć się delikatnością piasku i jego nieziemskim ciepłem między palcami u nóg. Miało się już ku zachodowi, gdy to młodzi ludzie o rozpromienionych twarzach stawiali kolejne kroki przemierzając linię brzegową i trzymając się za ręce obserwowali leniwe przypływy. Było spokojnie, a purpurowe Słońce tworzyło prawdziwe arcydzieło w przestworzach nieba.

 

Byli podobni do siebie

Nie w znaczeniu fizycznym, bo on był wysoki i wysportowany, a Ona nieco niższa i sprawiająca nieodparte uczucie niewinnej, wymagającej opieki i troski. Idąc tak sporadycznie kierowali do siebie różne spojrzenia, gesty oraz pytania. Ale nie w tym momencie. Nieprzeniknioną ciszę zagłuszały jedynie ruchy fal oraz ptaki latające nad przeźroczystą taflą wody.

Oczekuję od Ciebie deklaracji.

Takiego rozpoczęcia na pozór krótkiej rozmowy mało kto mógłby się spodziewać. Ale i odpowiedź Jej była zaskakująco prosta i lekka.

Jasne, pytaj.

Pojawiły się pewne obawy. W tym momencie nie zrobił już kroku tylko obrócił się do niej twarzą, by móc widzieć całe jej oblicze. Była śliczna, radosna, uśmiechnięta i nieco ciekawa dalszego rozwoju wydarzeń. Zrobiła to samo – obróciła się do niego, ale nie napotkała już tego samego uśmiechu. Jej oczy nie ujrzały  promieni szczęścia bijących na co dzień z jego twarzy. Wydawać by się mogło, że na „chwilę” przyszła zima. Ale jej rosnące z każdą sekundą piętno nie pozwoliło dalej utrzymać na twarzy niewinnego, pełnego ciepła i szczerości uśmiechu.

Szczerość – tego od Ciebie chcę

Powiało chłodem. Nie dało się już odczuć ciepłego smagającego policzki i twarz letniego zefirku. I choć już teraz można by rzec, że wszystko zbliża się do ciemność to nakryte ciemno- błękitną kopułą niebo oświetlały ledwo widoczne jeszcze setki miliony gwiazd. Wydawało się jakby każda z nich niosła ze sobą jakieś przesłanie – jakieś słowo, gest, uczucie albo zdanie.

Spójrz. To nasza konstelacja – Twoja i Moja. Gwiazdy święcą tam jaśniej, i tworzą kształt… Twojego serca.

Gdy tak patrzyła On wsunął swoją rękę w jej dłoń i znów spoglądali w jednym kierunku.

Czujesz ? -zapytał.

Czuję – odpowiedziała z przejęciem.

Byli ze sobą. Czuli to ciepło jakie biło od Niego i od Niej. Incydent sprzed chwili nie miał już znaczenia – bo mieli siebie. Chciał szczerości, więc spojrzała mu w oczy.

Co miała tam dostrzec ?

Miłość ? Smutek ? Nadzieję ? Zaraz zaraz. Jak to smutek ? Czy jesteś w stanie powiedzieć skąd takie właśnie odczucia ? Jak to się stało, że na co dzień tak odległe od siebie sfery nagle spotkały się w jednym punkcie ? Nie była w stanie tego wytłumaczyć, ale czułą że coś jest nie tak. Nie powinno tak być. Usta nie układały się w uśmiech. Smutek był efektem pamięci, tego wieczora, chwili, momentu. Tego, że to co było budowane przez tak wiele cudownych dni może się rozpłynąć jak makijaż w chwilach wzruszenia.

Był smutny, wydawał się być w tym zatopiony, zamyślony w tym co było. Nie chciała wpaść w ten sam stan, ale nie było drogi ucieczki. Nie dało się kliknąć Escape i wyjść. mogła tylko patrzeć mu w oczy i powoli doświadczać tego samego. Na początku była radość, jaką zarażał – ale później wszystko się zmieniło. Jak zarażona niegdyś ciepłym uśmiechem tak samo teraz patrzyła z zatrważającym uczuciem smutku, które ją wypełniało – choć tak naprawdę nie wiedziała, skąd się brało. W głowie pojawia się tylko odbijające się echem  pytania:

Co się stało ? Co jest nie tak ? Dlaczego sprawiasz wrażenie cierpiącego ? Dlaczego ja odczuwam to samo ?

Bo łączy nas więź – uczucie które każde współczuć w chwilach przykrości i weselić się w stanach szczęścia. To taki uczuciowód – łącznik co przekazuje emocje dobre i złe. Od Niej do Niego i na odwrót.

Cierpienie. To czego nie chcesz odczuwać niewiasto – to czego się boisz. Dlaczego mi to robisz ? Przecież to nie pasuje to tej scerii – złota plaża, ja i Ty. A jednak, coś się zdarzyło. Ciepły od miłości uczuciowód postanowił schłodzić. Tym bólem, tym co gromadziło się tymi minutami, godzinami, dniami. Tym co chował gdzieś na dnie swego wielkiego serca – skorego do miłości prawdziwej i nienawiści zapalczywej. Gorycz, która z chwili na chwilę przybiera na sile. Nie pozwala mi zwyciężyć, przełamać tej bariery, tylko osłabia mnie i oziębia – myślała. Cholernie przygniata, nie pozwala wstać, przyciska do ziemi.Teraz nie patrzysz na niebo, patrzysz mi w oczy.Robi się coraz ciemniej, mroczniej, nie przenikliwiej.

Myślisz, że to zły sen, że zaraz się skończy a Ty obudzisz się w łózku.

Niestety, tak się nie dzieje.

Ból wypełnia i Ciebie i mnie,

Nie potrafisz nic już rzec.

Pozostaje przezorna pustka

Nicość

Obojętność.

Teraz wszelkie przejawy dobroci znikają, i pojawia się tylko mrok.

Przez myśl Ci tylko przelatuje ,,Co za cholerny koszmar.

Dlaczego tak jest ?

Miłość miała być szczęsliwa, miałą się kojarzyć z radością, kwiatami, zielonymi łakami, zwierzętami

I niekończącymi się buziakami.

Ale co się teraz dzieje ?

Dlaczego tak nie jest ?

Co się zepsuło ?

Kto popełnił błąd ?

Gdzie jest wina ?

Nie marzysz o niczym innym jak tylko uwolnić się z tego beznadziejnego stanu, wyrwać jak pies co dziennie próbuje oderwać się od łańcucha.

Ale to nic nie daje.

Po prostu tu tkwisz.

Nic już nie widzisz.Ciepło już dawno znikło, a w jego miejsce po duszy hulają tylko mroźne, nic nie znaczące przygnębiające wiatry.Po prostu Cię zamrażają, dawne szczęście zostało zgładzone.Ale jest coś jeszcze.Próbujesz sobie coś przypomnieć.Chwytasz się ostateczności.

Jak tonący brzytw. Przez myśl Ci tylko przechodzi, najwspanialsza chwila jaką razem przeżyliśmy.Co Ci się przypomniało nie wiem ?

Na chwile to mroźne powietrze ustało.Ale przestałaś patrzeć na wspomnienie, i znów robi się chłodno. Mrocznie, bezsensownie.

Przytłoczona tym uczuciem powoli rozumiesz -Tylko Ty jesteś w stanie to złamać, tylko Ty potrafisz coś teraz zrobić.

Choć ponad połowa ciała już Ci od tego mroku, nicości cholernego uczucia zamarza, to decydujesz się żeby to zrobić.

Zbierasz wszystką pozostała Ci siłę, zostało już niewiele, władasz tylko w niewielkim stopniu nad umysłem -skupiasz tę siłę w pamięci.I przypominasz sobie najgorętsze nasze wspomnienie.

Boli.

Po prostu zaczyna Cię to boleć.Lód z wrzątkiem nie jest dobrym połączeniem.Ale starasz się. Cały czas chcesz, chcesz żeby się to skończyło.Powoli odmarzasz.I spoglądając głęboko mi w oczy dostrzegasz jedno zjawisko -na samym dnie tej ciemności pojawia się nikły płomyczek.Jakby światło w noc najciemniejsza przez świece rzucane.Patrzysz tylko w nie, a w głowie masz nasze najgorętsze wspomnienie.Zaczynasz coraz bardziej odczuwać rozdzierający ból.Ból który przenika Cię do kości.Czujesz wszystkie mięśnie.Ale piękne wracanie przerywa Ci coś.Nagle czujesz się spoliczkowana. Nie fizycznie.Lodowata lanca uderza z nieznośną siłą prosto z twój policzek.Wtedy pojawia się inna scena.Pojawi się moja twarz.Moja smutna twarz.Widzisz już teraz całą posturę,w prawej dłoni dzierżę nóż- skapuje z niego krew. Z drugiej zaś strony widzisz coś innego – to Twoje zdjęcie. Zdjęcie z „kolegą”, choć prawidłowo byś go nazwała „sex przyjacielem”.

 

Cudowne uczucie które topiło cholerny lód znika.

Czujesz się zdruzgotana,dopiero teraz zaczynasz rozumieć. Dopiero teraz widzisz, jak wiele ryzykujesz.Ale teraz nie ma już na to czasu,po raz jeszcze jeden spoglądasz mi w oczy,po nikłym płomieniu został tylko żarzący się knot.

Czujesz jakby biło ode mnie wrażenie – ,, Nie ma już nadziei”.Ale robisz coś desperackiego.Jeszcze jeden, ostatni raz.Spoglądasz w przeszłość, wertujesz myśli…

Wielu rzeczy nie pamiętasz, a przebijające się wspomnienia wydają się być za mgłą-tylko to najsilniejsze, najgorętsze widzisz jakby za szkłem.Chciałabyś podnieść kamień, i rozbić szybę, ale nie możesz się ruszyć.Teraz zdarza się jeszcze jedna rzecz.Knot już jest zimny, dymek tylko polatuje z niego a w twojej dłoni pojawia się młot uderzeniowy.Przenikniona nicością niemal w 93 %-ach po prostu nie czujesz co robisz.

Teraz albo nigdy

Uderzasz młotem, a szkło rozbija się na tryliardy malutkich odłamków.Chwytasz to wspomnienie. Chcesz żeby nie było już tylko marzeniem.Przytulasz najmocniej je do siebie i żywisz cały czas.

To jest granica,

98% Ciebie już jest lodową pustynią, po której hulają mroźne wichry.Teraz gdy je ściskasz, przez chwile nic się nie dzieje.

98%

98%

98%

Ale skupiasz całą siłę jaka Ci została.

Czujesz?

Pytam, czy czujesz ?

Nie jesteś w stanie nic odpowiedzieć.

Nic.

Po prostu trzymasz je w ramionach

Ale ja nie przestaję…

Pytam, czy wiesz co ja czuje ?

Nie możesz nic rzec.Głową nie możesz ruszyć już kilka wieków.To ostatnia rzecz jaka przychodzi Ci do głowy.Po prostu zamykasz oczy.Czekasz już tylko na szybki koniec.Niech to się w końcu skończy.

Weź w końcu mnie ze sobą, zabierz całą.

Pojawia się tylko jedna myśl.Teraz gdy zamknęłaś oczy ma jeszcze prostsze zadanie.Po prostu przymarzną, i już ich nie ruszysz.

Nigdy, przenigdy nie otworzysz.Ale co się dzieje ?Twoja bezsilność przerasta nawet Ciebie.Teraz jest już tylko jedno:

Rozpacz

Płaczesz.

Czujesz jak nikłe i przeźroczyste krople zsuwają Ci się po policzkach.Nie wiesz co jeszcze możesz zrobić.I w tej chwili ostatnia cząstka siły jaka Ci została wypływa z Twojego wnętrza w formie delikatnie większej niż wszystkie inne- łzy. Widzisz jak spływa.Ale ta nie zamarza.Nie poddaje się druzgocącej sile wichru.Płynie, po policzku, barku, ramieniu, ręce aż w końcu wsiąka do jednego punktu.Punktu w którym nasze ręce są złączone.W pierwszej chwili po prostu nie wiesz co teraz będzie.

 

Ten nóż.

Ta krew.

Ta pustka.

Coś się stało – nie zamarzłaś jeszcze całkowicie – podświadomością chcesz mi odpowiedzieć – PRZEPRASZAM – NIE CHCIAŁAM. BŁAGAM CIĘ DAJ MI SZANSĘ.

I dzieje się coś co wywraca cała sytuacje.Przestajesz czuć ucisk w głowie który kazał Ci wytłumaczyć.Teraz możesz otworzyć powieki.Widzisz, że z tego miejsca gdzie spotkały się nasze ręce zaczyna bić światło.Przenika ciemności tej nocy.Zaczynasz odzyskiwać to czego u mnie w oczach wpierw nie widziałaś – NADZIEJĘ

To straszne, ale nie widzisz już tego wspomnienia.Przestajesz widzieć co było kiedyś.Co zdarzyło się wczoraj.Nie pamiętasz już jak spoglądaliśmy w gwiazdy.Odzyskujesz siebie.Nie czujesz już mrozu.Ale ja się nie ruszam.To co właśnie zrobiłaś nazywa się – Skrucha.

WCZUJ SIĘ !

Ale ja się nie ruszam.Widzisz tylko że światło które było między naszymi rękoma nie jest w stanie stopić lodu który jest po mojej stronie.Po prostu go nie rusza.Przeżywać biedę, poczułaś biedę.Teraz już wiesz, jak się czuję.Teraz widzisz, co oznaczały moje oczy.Ale niepokonany mróz nawet nie drgnie.Nauczyłaś się czegoś.Teraz jesteś – Pokorna.Wiesz jak cholernie to bolało, jak bardzo głowę Ci rozsadzało.I dopiero teraz doznajesz olśnienia, że ja cały czas czuję te cierpienia.Nie myślisz co robisz, ale stawiasz wszystko na jedną kartę.Teraz po prostu zgłupiałaś.Całujesz mrozem i szronem pokryty posąg w usta.Gdy tylko zbliżasz i dotykasz wargi czujesz znów to samo.

Cholerny, rozdzierający ból.

Ale nie możesz, po prostu nie możesz.Odrywasz się ode mnie.Dopiero teraz zaczerpujesz normalnego powietrza, ale jest coś co czujesz.

KOCHASZ

Jeszcze raz.

KOCHASZ

I zbliżasz swoje usta czym prędzej do moich.Nie możesz znieść tego bólu, cierpisz.

CIERPISZ

Ale po kilku sekundach coś się zaczyna dziać.Powoli roztrzaskują się mroźne odłamki.Dopiero teraz ból powoli ustępuje.

A ty nie chcąc już do niego wracasz robisz co powzięłaś na samym początku.Chwytasz najgorętsze wspomnienie.

To jest ten moment.Pokonujesz to co było złe.Niszczysz tę barierę.Po prostu ją niwelujesz.Jesteś wyczerpana, po prostu padasz na piasek.Jestem bezładny, więc padam obok Ciebie.

Trzymamy się za ręce.

I znowu spoglądamy do góry. Jedyne co teraz widać teraz na niebie to gwiazdy. Gwiazdy które nie tworzą konstelacji – ale układają wyraz, zdanie.

,,Kochajcie, i miejcie Nadzieję”