Dzień Trzeci – Majówka na Słowo z obrazka #24

Dzień Trzeci – miło mi Cię powitać w trzeciej z dziesięciu części naszego wspólnego wyzwania ,,Majówka na Słowo z obrazka”. Bez długich wstępów – zaczynajmy.

 

Zdarzyło się to w miejscu gdzie zapach wiosennej trawy powoduje, że dzień staje się lepszy. Tam, gdzie Słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi. Gdzie ptaki fruwają, i swoimi pieśniami uszy radością napełniają. Średniej wielkości miasto, które na co dzień tętniło życiem, a co wieczór uwalniało niesamowite dawki energii, poprzez liczne kluby do których chętnie chodzono.

Struktura piramidy wieku mówiła wprost – ilość osób w wieku produkcyjnym delikatnie przewyższa ilość osób w wieku poprodukcyjnym. Doprawdy, na co dzień idąc ulicami miasta bez przeszkód dało się dostrzec osoby w różnym wieku, czego nie można było powiedzieć o grupach etnicznych. Dominowało chrześcijaństwo, i nikt się nie bał wyznać – TAK, JESTEM KATOLIKIEM.

Jak bardzo ?

Rafał, bo tak było młodzieńcu na imię właśnie skręcał w kolejną alejkę, aby finalnie udać się do marketu i kupić alkohol. Jego wygląd nie zdradzał jego wieku, co prawda skończył już osiemnaście lat, ale wyglądał znacznie młodziej, dlatego też pytanie o dowód stało się dla niego chlebem powszednim.

Dowodzik jest ? – zapytała kasjerka i spojrzała pytająco spode łba.

Ależ oczywiście, że tak… Po okazaniu dokumentu zapłacił i wyszedł. W drodze powrotnej do domu nie byłoby nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że mijał wiele starszych osób. Coś je wszystkie łączyło – byli zmęczeni życiem. Każde z nich na swój sposób potrzebowało pomocy – starszą zgarbioną Panią wycieńczał ciężar niesionych reklamówek z dumnym logotypem małego chrząszcza z uśmiechem na ryjku i zółto-czerwonym tłem. Pan poruszający się na wózku inwalidzkim którego ręce wyglądały na bardzo zmęczone od napędzania toczących się po ziemi kół. Wreszcie starsze małżeństwo które nieudolnie próbowało poradzić sobie z przebitym kołem w czerwonym sedanie.

Coś ich łączyło…

Bez wątpienia – wszyscy czekali na miły gest ze strony młodych, pełnych życia ludzi. Jednak kluczowe było także to – że żadne z nich tej pomocy nie otrzymało, co nie specjalnie zdziwiło Rafała. Sam również nie należał do osób nad wyraz chętnych do pomocy drugiej osobie – a jeśli już to robił to po wcześniejszej kłótni z Mamą, która prosiła tylko o wytrzepanie dywanu czy wyniesienie śmieci.

Nie byłoby to nic odkrywczego, że młody chłopak uwielbiał wieczorne wyjścia na miasto, widok kolorowych ledów ułożonych w kształt kieliszka z przeźroczystą cieczą, albo na wpół nagiej kobiety trzymającej jedynie srebrną metalową rurę był normą. Każdy zakątek miasta oferował inne rozrywki, którym nie sposób było się oprzeć. No bo przecież – co złego jest w klubie gdzie można zjeść niemalże wszystko co dietetycy wpisali na listę zakazanych, pograć z kolegami i koleżankami w karty czy spróbować swoich sił w grze w kręgle. Ku dopełnieniu tego jakże wymownego obrazu należy dodać, że bar aż lśnił od przeźroczystych kieliszków i mienił się wszystkimi kolorami tęczy od stojących na półkach trunków, a gdy miało się dosyć – wystarczyło wejść poziom wyżej gdzie czekały kobiety gotowe zrobić wszystko za odpowiednią sumę pieniędzy.

Żyć nie umierać

No właśnie – problem tego miasta był fakt, że w zasadzie co dwa dni znajdowano ciało martwego człowieka po pięćdziesiątce. Tak naprawdę problem widziały tylko zagorzałe staruszki których jedynym zajęciem było co dzień udać się do kościoła. A nawet jeśli zdarzyła się śmierć osoby starszej z rodziny, to żałoba nigdy nie trwała dłużej niż 3 dni, bo każdej nocy dało się słyszeć najnowsze miksy muzyki klubowej, tanecznej i elektronicznej.

O godzinie 18:30 kiedy kończyła się ostatnia Msza Święta nikt już nie chciał słyszeć niczego co ma związek z religią. Pisząc nikt mam na myśli osoby do 35 roku życia.  Teraz pojawiał się tylko problem – który klub na dzisiejszy wieczór wybrać ?

No to może ten

Nie różnił się w zasadzie niczym od innych poza nieco lepszym nagłośnieniem i tym że był najczęściej odwiedzany przez młodzież. Sam klimat był bardzo sprzyjający, choć wraz ze wzrostem popularności trzeba było nieco mniej rygorystycznie przestrzegać zasad tam panujących. Ochrona nie reagowała na wszystkie akty agresji lub prowokacji, a personel nie wnikał w to co działo się w toaletach. Ważne, żeby pieniądze się zgadzały. Tak też było, zyski były ogromne, więc rozszerzono ofertę o kilka maszyn wrzutowych, które robiły furrorę samą swoją obecnością i trzema siódemkami, które niemalże błagały

Wrzuć jeszcze, tym razem wygrasz

Jak to było w przypadku wszelkich obietnic składanych sobie nawet między młodymi – na nich się skończyło. Ludzie powoli się zatracali i nie czuli w pełni kontroli nad własnym życiem. Ale w najlepsze kwitł biznes i to się liczyło.

30 lat później…

Rafał już nie był młodzieńcem, który na co dzień pozwalał sobie na wizyty w klubie. Miał 55 lat. Jego jedynym obowiązkiem stało się chodzenie co dzień do kościoła. Zaczął odczuwać to czego kiedyś nie rozumiał. Społeczeństwo, które dalej prowadziło dość lekki styl życia nadal nie miało zamiaru tworzyć atmosfery współpracy między młodym pokoleniem a starszymi. Nie było na to:

  • czasu
  • pieniędzy
  • chęci
  • trendu

Te kilka z pozoru banalnych rzeczy wystarczyło, żeby osoby po pięćdziesiątce przestały w ogóle odczuwać to, że są potrzebni. Brak odpowiednich miejsc, ale przede wszystkim powszechna niewrażliwość na potrzeby drugiego człowieka sprawiły, że warunki bytowe dla osób starszych nie były sprzyjające. Dopiero teraz Rafał zrozumiał jak wielki błąd w młodości popełniał kilka razy dziennie – dopiero teraz odczuł na własnej skórze jak bardzo boli brak wyciągniętej dłoni osoby, która może pomóc. Codzienność stała się ciężką belką, którą trzeba było nieść i nie było się w stanie nic poradzić na to, gdy było się popychanym i negowanym przez młodszych.

Po tak wielu odczuciach i wielkim szczęściu jakim było to, że wnuki Rafała miały do niego odrobinę szacunku mężczyzna zdecydował się postarać wychować je w taki sposób, w jaki niegdyś próbował być wychowany. W jego przypadku skończyło się na próbach, bo każdą rozpoczętą przez jego dziadków lekcję życia natychmiastowo kończył szybkim stwierdzeniem

Nie macie pojęcia o trendach

Sam jednak dopiero teraz zrozumiał, że coś czemu oddał swoją młodość było w jego odczuciu głupotą i lekkomyślnością, a po dziś dzień jest przez wielu młodych ubóstwiane.

Wkrótce zmarł

Ale zmarł z przeświadczeniem, że próbował swoje wnuki wychować w myśli:

Wolę nawet najgorszy świat chrześcijański niż najlepszy pogański. Bo w świecie chrześcijańskim jest miejsce dla starych i słabych.

Tym akcentem kończymy dzień trzeci. Do jutra.