Jesień- straszna czy wspaniała?

Choć kalendarzowo mamy jesień, to za oknem coraz częściej da się dostrzec białe płatki śniegu, które bezwładnie spadają z urodzajnego nieba na nasze domy, podwórka,bloki czy pola. Nie mniej jednak, i ta pora w której tak naprawdę przygotowujemy się do mroźnej i białej zimy ma swoje uroki. Spytacie jakie? Zapraszam na opowieść o kalendarzu, ludziach, miejscach i uczuciach…

 

23 wrzesień 2016

Spowici poranną mgłą wstajemy, i nie namyślając się zbytnio przesuwamy okienko w kalendarzu na następny dzień. W wielu przypadkach owo użyteczne narzędzie podpowiada nam, że to właśnie dziś zaczyna się astronomiczna jesień. Patrząc na radośnie świecące Słońce nie chcemy w to wierzyć, bo nawet dzisiaj krótki rękaw jest w zasadzie wskazany.

Mijają dni, a za pasem już październik.

Pamiętam, jak kiedyś dawno temu jeszcze jak byłem dzieckiem, uwielbialiśmy z siostrą sami rysować kalendarze. Powtarzające się na każdej kartce cyferki za dużo nie mówiły. Za to odręcznie sporządzone rysunki na konkretne miesiące wzbudzały podziw nie tylko gości którzy odwiedzali nasze progi ale także umacniały poczucie dumy, że to z czego korzystamy zrobiliśmy sami. Jak dziś pamiętam wykreślanie kolejnych dni i wyczekiwanie ważnych dat, które mieliśmy w zwyczaju zaznaczać na zielono.

Wielkie zmiany

Wraz z przybyciem października, wiele się zmieniło, liście zaczęły nabierać złocisto-czerwonych barw, które tak wielu z nas pamięta ze stronic naszych pierwszych podręczników. Po czym leniwie spadały z drzew pozostawiając czyste gałęzie, którymi to wiatr coraz częściej smagał z jednego kierunku na drugi.

Konserwowanie darów jesieni

Nie wiem jak Ty drogi czytelniku, ale ja uwielbiałem zbierać liście o nietypowych barwach, fikuśnych kształtach i przeróżnych wielkościach. Gdy już wybrałem najlepsze egzemplarze wkładałem je między karty grubej jak dzisiejsze serie opowiadań wydane w jednym egzemplarzu encyklopedie.

Pozostało, czekanie… czyli coś czego naprawdę nie lubiłem i nadal nie lubię. Gdy trochę dorosłem zacząłem troszkę inaczej podchodzić do konserwowania darów jesieni- tera wystarczy, że odblokuje telefon i wybiorę aparat ustawiając tryb makro i w zasadzie pamiątka jest gotowa. Technologia nieustannie się rozwija, każąc nam zapominać o starszych rozwiązaniach i sugerując nowsze, lepsze szybsze i wydajniejsze. Być może, ale pozostaje taki brak, bo po prostu tracimy coś co kiedyś było tradycją, kulturą, częścią mnie…

Warzywniak

Uwielbiam to słowo. Może dlatego, że nie kojarzy mi się z miejscem gdzie jak pójdę to mogę kupić włoszczyznę, czosnek czy bazylię. W moim ‚słowniczku’ to słowo oznaczało grządkę na której Mama hodowała przeróżne warzywa, od marchewki którą mogłem jeść surową, poprzez pietruszkę za którą nie przepadałem aż po buraki które uważam że są niezastąpione do mielonego.

Warunki atmosferyczne

Kiedyś grałem w grę dołączoną do jednego z podręcznika, z którego korzystałem w drugiej klasie szkoły podstawowej. W pewnym momencie, taka cyber-papuga powiedziała: ,,Plucha, zimno, dzioba z chatki nie wystawię”.

I z tym trzeba było się pogodzić, że nie co dziennie można było wychodzić na dwór nie mówiąc już o tym, że o samym krótkim rękawku można było zapomnieć. A silne wiatry sprawiały, że wycieczki rowerowe, musiały czekać na lepsze czasy.

Ludziki, marynowanie i wojna

Mam wrażenie, że nie ma w Polsce dziecka, które nigdy nie bawiło się w robienie ludzików z kasztanów czy żołędzi. To była prawdziwa zabawa, która pomimo swojej czasochłonności, nie pozwalała się nudzić. W nagłówku wspomniałem, że była wojna. Musze przyznać, to prawda- kasztany nie zawsze służyły za głowę czy brzuch ludzików. Czasem były po prostu szybką ripostą na czyjegoś kasztana albo po prostu amunicją.

Niesamowite przygody spotykały mnie nie tylko przy walce na kasztany, ale także gdy wybraliśmy się na grzybobranie.

W stosunku do czasów dzisiejszych, to było prawdziwe poszukiwanie skarbów, a także odwieczne pytanie: ,,A ten?” albo wrodzona nienawiść do muchomorów czy też miłość do borowików.

Pamiętam jak pewnego razu odkryliśmy razem z siostrą prawdziwe połacie maślaków.

To było szczęście i przekleństwo. Z jednej strony, fajnie się je zbierało a jeszcze fajniej wychodziło z lasu z pełnym koszem ale zanim można było ich spróbować to najnudniejsza praca z jaką się zetknąłem- obieranie kapeluszy. Nie lubiłem tego i wtedy i nie lubię dzisiaj, ale patrząc przez pryzmat tego, jak wybornie smakują do kanapki z szynką stwierdzam- było warto.

Kosz radości

Wspomniałem już wcześniej o warzywniaku. Nie wiem czemu, ale z jesienią zawsze kojarzy mi się kosz naładowany po brzegi wszelkimi warzywami i owocami, które niezwykle cieszyły oczy.

Praca

Jesień należy do najbardziej pracowitych pór roku jeśli chodzi o wsie. Kopanie ziemniaków, talerzowanie czy oranie sprawiały, że niejednokrotnie człowiek nie wiedział za co ma się wziąć. Bo przecież roboty jest bardzo dużo a czasu coraz mniej, ale przed zimą trzeba zdążyć.

Podsumujmy

Każdemu z nas jesień kojarzy się inaczej, jednym bardziej na plus, drugim na minus. Jeśli z uwagą czytałeś artykuł, to zauważyłeś, ze ja osobiście bardzo tę porę roku lubię, pomimo faktu, że czasem trzeba wziąć ze sobą parasolkę czy płaszcz przeciwdeszczowy.

 

A Tobie, jak kojarzy się jesień? Podziel się w komentarzu 🙂