Wpisane w oczy #5

Długo mnie nie było. Aczkolwiek to dlatego bo myślałem, i układałem.

Dzisiaj, kraina uczuć spłynie potokiem łez…

Jak wasze nastroje przedświąteczne? Święta spędzicie w gronie rodziny czy nie? Posłuchajcie, jak to było z Blanką i Romkiem.

wpisanewoczy

 

Nie było w niej nic nadzwyczajnego- choć była dla niego wyjątkowa. Zawsze przy nim była, gdy się wiodło i gdy brakowało na chleb, ale ważne było, że byli ze sobą- zawsze nawet wtedy gdy wszystko się sypało.

Była niewysoką brunetką, i choć się nie malowała, wyglądała jak z obrazka. Była dla niego aniołem- jak ją nazywał. Z jej inteligencją nie było gorzej, zawsze wykazywała się swoją bystrością, pamięcią i biegłością w rachunkach. Nie była zawistna, nie lubiła ,,pierwszego miejsca” ale kochała, gdy ją adorował rozkochiwał i całował.

Skromna, niewysoka o idealnym usposobieniu- Blanka, tak ją nazwali. Kobieta, którą wystarczy w sobie rozkochać i dostosować do swoich potrzeb.

Byli ze sobą od 5 lat, wzajemnie się wspierali i umacniali. Widzieli w sobie coś niezwykłego, coś co dawało chęć do tego, żeby wstać i iść po raz kolejny do pracy i po prostu żyć.

Tak- kochali się, byli od siebie, przez siebie i dla siebie.

Jak wszędzie, i on i ona mieli swe słabsze strony. Bo on nie zawsze potrafił opanować emocji, nie zawsze jeździł w zabudowanym 50, nie zawsze kupił wszystko z listy zakupów.

Blanka była raczej skromna, i by ją dobrze poznać Romek potrzebował dwóch wspólnych lat, w zdrowiu i w chorobie. Aczkolwiek nie wszystko robiła jak tego chciał. Czasem po prostu czegoś zapomniała, a z czymś przesadziła i chyba jak każda kobieta niekiedy się wyżywała na nim za to, że jest kobietą i ma trudne dni.

Księgowa, drugiego stopnia za pół pensji i ze stertą papierów na co dzień. I kura domowa w którą się po pracy zmieniała.  Nie tak sobie siebie wyobrażała w latach młodości. Była piękna, młoda, nieśmiała ale i oczytana.

Coś się kończy, coś się zaczyna

Od niedawna zaczęła sięgać po literaturę samorozwojową. Lubiła ją, czasem nawet bardziej niż przygody dzielnych i nieokiełznanych w mordowaniu wikingów do których tak chętnie wracała.

 

Za oknem zimowo zaczyna się dzień…

Nawiasem mówiąc, uwielbiam ten utwór (T.Love- Warszawa).

Wstała, podeszła do okna i powiedziała sobie- KONIEC.

Postanowiła zmienić swoje życie- po prostu je zrujnować i od nowa ułożyć.

Zaczęła niepostrzeżenie, i ze spokojem oddając się staremu nawykowi przygotowała wspólne śniadanie, ubrała się troszkę inaczej niż zwykle- powiększyła swój dekolt o kilka dodatkowych punktów seksapilu.

Sama nie wiedziała co ją do tego skłoniło, chęć zapadnięcia w rutynę o której tyle czytała, czy po prostu zmiana czegoś w swoim życiu.

Nim zdążyła włożyć kurtkę i obuć jej ulubione kozaczki Romek wyszedł z kuchni, stając naprzeciwko niej w korytarzu i nie mówiąc nic poszedł dalej po swoją teczkę z sypialni nie zauważając nic.

Zamurowało ją. Jak to? Czy on po prostu już ślepnie? Albo nie, on już mnie nie kocha. Ma mnie gdzieś, i pewnie nawet jakbym się ubrała jak rasowa ździra to pewnie by tego też nie zauważył- pomyślała sznurując buty.

Jej nastawienie zmieniło się diametralnie. Chęć inspiracji zmieniła się w gniew. Po czym wyszła szukając kluczyków do samochodu. Wyszła na zewnątrz i zaraz po użyciu pilota wsiadła do auta rzucając bluzgiem za to, że nikt nie wyskrobał szyby.

Chwyciła za skrobaczkę, i w 10 minut przejrzystość osiągnęła pożądaną wartość.

Jej nos zmienił barwę na czerwoną, ale cieszyła się, że to czemu właśnie się oddawała już dobiega końca. Przekręciła kluczyk w stacyjce i usłyszała… ciężkie kręcenie, co nie powtórzyło się już przy drugiej próbie. Wysiadła i zdenerwowana cisnęła kluczyk przed siebie, ale że jej celność nigdy nie była najwyższego poziomu to kluczyk kółeczkiem zaczepił się jej długiego paznokcia i zarysował bok samochodu.

Miała dość.

Wróciła niesamowicie zdenerwowana do domu i zostawiła kluczyk nie mówiąc nic mężowi ruszyła w drogę na najbliższy przystanek.

Podróż wcale nie była przyjemna, padał śnieg, a wiatr nie pozwalał dostrzec dalekiej toni przed sobą. W końcu dotarła na miejsce i czytając rozkład jazdy uśmiechnęła się bo autobus miał się pojawić za 10 minut.

Tak też się stało, ale z opóźnieniem o kolejny kwadrans. Wsiadła kupiła bilet i jechała. Ten kurs miał to do siebie, że zanim zaczęli jechać w stronę jej miejsca pracy to musieli nadłożyć 3 km w przeciwną by zabrać ludzi z przystanku.

W autobusie było dość ciepło, by jej zaśnieżone ubranie znowu mogło wyglądać jak przed wyjściem. Dojechali na przystanek gdy nagle dało się słyszeć głuche kaszlnięcie silnika.

-Nie mamy paliwa -rzekł ze spokojem kierowca

Wcale nie smieszny żart- pomyślała Blanka, czekając z nadzieją, że ma jakąś rezerwę.

-Proszę wysiadać, pieniądze do odebrania przy kasie.

Super, po prostu świetnie…

Blanka wzięła pieniądze i wyszła mocno zdenerwowana z autobusu. Zadzwoniła do szefa.

-Panie Robercie, nie mogę dzisiaj przyjść, autobus nie dojechał.

-Rozumiem, jutro też nie musi Pani przychodzić-wycedził i odłożył słuchawkę.

Robert był surowym szefem, który rzadko kiedy miał odruchy ludzkie, i jak pokazała sytuacja- to nie był jego dzień.

Blanka nie wiedziała jak się czuć. Być może dlatego, że dopiero po chwili dotarło do niej, że właśnie straciła pracę.Czuła po prostu bezsilność,nie miała już mocy nawet na zdenerwowanie. Podejrzewam, że gdyby miała przy sobie pistolet to najpierw strzeliłaby do kierowcy autobusu a potem sobie w głowę. Choćby dlatego, żeby nie słyszeć drącej się za nią kobiety.

Śnieg padał coraz mocniej, wiatr nie ustawał a na dodatek wszystkiemu telefon bez przerwy przypominał o niskim poziomie baterii. Ponadto w tych warunkach i tak ciężko było dokładnie usłyszeć co dzieje się w słuchawce telefonu.

Zniechęcona i zrezygnowana ruszyła w stronę mieszkania.

W tym samym czasie…

Romek był dyrektorem w firmie zajmującej się przewozem paczek. Choć z wykształcenia był pedagogiem z uprawnieniami matematycznymi to jego dawne zajęcie wydało mi się bardzo rutynowe i nie chciał pozwolić na zgaśniecie tlącej się w nim iskierki kreatywności.

Stanowisko dyrektora nie tylko dawało olbrzymie pole manewru zarówno na rynku jak i w kwestiach marketingowych, bo sam musiał je wszystkie zatwierdzać.Jego hobby polegało na testowaniu nowych strategii marketingowych przez co firma balansowała zarówno na plus jak i na minus.

Jednak pomimo zdarzających się niepowodzeń, kochał testować nowe zagrania marketingowe i oczekiwać odzewu.

Dzisiaj było inaczej- decyzja jaką podjął w zeszły piątek ciągnęła jego firmę cały czas w dół, przez co zbliżała się do bankructwa.

Nie krył rozczarowania- to co zrobił miało być przełomem w świecie marketingu a okazało się porażką.

Jedyne co go dalej cieszyło, to ubrana w spódniczkę mini i białą koszulkę z dużym dekoltem oraz czerwonym stanikiem sekretarka- która nie wiedzieć czemu zarabiała więcej niż przeciętni pracownicy w tym przedsiębiorstwie.

Nie ulega wątpliwości, oprócz parzenia i podawania kawy oraz przyjmowaniu interesantów świadczyła też inne usługi- z których to Romek regularnie korzystał.

W drodze do domu…

Blanka przemokła do suchej nitki, i po niespełna 1,5 godzinie wróciła do domu.

Jej ręce prawie nie dały się ruszyć, a nos i uszy przypominały kolor wrzących węgli.

Stanęła przed drzwiami, i rozpoczęła szukanie swoich kluczy w torebce. Gdy już je znalazła wsadziła końcówkę w otwór i przekręciła o dwa położenia. Drzwi się otworzyły, a Blanka w końcu mogła usiąść przy ciepłym grzejniku po wcześniejszym przygotowaniu sobie ulubionej herbaty z cytryną i cynamonem. Siedziała i grzała się. Po pewnym czasie rozpoczęła przygotowywanie obiadu- dzisiaj miała być zupa.

W garnku zawartość zaczęła coraz bardziej przypominać zapachem i konsystencją pyszny rosół, niestety z kostki. Blankę pochłaniały i dręczyły wydarzenia dnia dzisiejszego i nie patrzyła co wsypuje do garnka.

Zabrakło cierpliwości…

Po kilkunastu minutach z pracy wrócił wkurzony na cały świat, a najbardziej na Blankę Romek. Wchodząc do domu rzucił teczkę i od razu domagał się obiadu.

Blanka nie kryła zdziwienia, choć ciężko wychodziło jej wyrażanie innych emocji niż bezsilność, uległość i głęboki żal.

Nakryła do stołu i podała gorący rosół. Wspólny posiłek zawsze ich cieszył, ale nie dziś.

Spróbował jedną łyżkę, i z wyraźnym trudem przełknął rzucając łyżką o ścianę i wciskając łyżkę Blanki z rosołem w jej usta.

Pewnie sobie myślisz, co za patologia?

Blanka miała tak w każdej sytuacji nerwowej sytuacji.

Ale coś się stało…

-Słuchaj kobieto, czy ty myślisz,że będę jadł wszystko co mi podasz? Dzisiaj zupa była za słona, ale następnym razem co, dodasz mi saletry?- Wrzeszczał, stojąc przy stole i czerwieniąc się jak burak.

-Przepraszam ja,….-Wycedziła cicho Blanka.

-Za późno na przepraszam. Rozumiesz?! To nie jest tylko kwestia tej pieprzonej soli. Ja się pytam, gdzie jest marchewka?! I co do cholery znaczy ta rysa na samochodzie?No gadaj!

-Romek, siądź wszystko Ci wyjaśnię-powiedziała  z łzami w oczach Blanka.

-Tak? A to ciekawe. Bo nie musisz, wszystko wiem. Ponadto, twój szef dzwonił dziś, że zostałaś dyscyplinarnie zwolniona. Za kogo ty mnie masz? Masz mnie już nie tylko za ślepego ale i za głupiego? Myślisz, że nie zauważyłem dzisiejszej zmianki z rana?Specjalnie nic nie mówiłem, bo chciałem poczekać do wieczora, ale chyba plan będę musiał delikatnie skorygować. Mianowicie, widziałem, że pogłębiłaś dekolt, myślałem nawet, że chcesz o coś drogiego poprosić. Ale widzę, że postanowiłaś sama sobie na to zarobić…To co, twój kochaś nie był w stanie spełnić twojej zachcianki to wróciłaś do domu błagać mnie? Czy po prostu zapłacił Ci za mało. Słucham, co masz na swoją obronę?

To co właśnie usłyszała po prostu ją przeraziło. Nie wiedziała co ma o tych zarzutach myśleć, ale to była jedna z tych sytuacji, gdzie potrafiła się na chwilę skupić i mówić bez zająknięcia swoją wersję.

-Romek, jak mogłeś tak pomyśleć? Ja nikogo poza Tobą nie mam, po prostu na przystanku zabrakło paliwa i nie dojechałam do pracy. Dlatego ten sukinsyn mnie zwolnił-powiedziała starając się zachować niewzruszoną twarz.

-Może bym Ci uwierzył, ale twój były szef powiedział że w słuchawce słyszał krzyki kobiety i wzdychanie mężczyzny. Czy na to też masz jakąś tanią formułkę?

Po raz drugi dzisiaj, zamurowało ją. On, ten który znał ją od 8 lat nie ufał jej słowom.

Nie była w stanie nic powiedzieć, łzy popłyneły jej jak dwa potoki z gór. Sama wyglądała na przerażoną i bezsilną.

-Nie odpowiadasz, tak myślałem. Wiesz co, nuży mnie ta rozmowa. Skończyło się to co kiedyś między nami było. Jak ja mogłem uwierzyć i dać się okłamywać przez 6 lat. Nie chcę Cię już znać, jutro o 9:20 przyjedź po swoje rzeczy. Noc spędzisz w hotelu skąd ktoś Cię odbierze przyjedziecie tutaj weźmiesz rzeczy i odstawi Cię na przystanek kolejowy na bilet dostaniesz 50zł, więc dobrze się zastanów gdzie chcesz jechać.

Nie miała ochoty żyć, myślała i żywiła nadzieję, że to zły sen. Że zaraz wszystko się skończy i obudzi się w cieplutkim łóżku nakrytym białą kołdrą. Sfera marzeń odeszła w zapomnienie, gdy dostała w prawy policzek. Nie potrafiła nic zrobić, nie potrafiła się przeciwstawić, nie wiedziała co robić. Po prostu czuła się jak śmieć. Ubrała się i została wyrzucona z mieszkania a zaraz za nią wyleciał banknot 50zł, za który w tamtej miejscowości można było przenocować w najgorszym hotelu. Płakała, i bez ustanku wycierała nos.

Na zewnątrz czekał…

Szofer zawiózł ja pod hotel i powiedział, że stawi się o 9:00. Nie odpowiedziała.Poszła i się zakwaterowała

Dzień później…

Nie spała całą noc, a jej oczy to ujawniały, była zmęczona, głodna i przerażona tym co się stanie gdy wejdzie po swoje rzeczy.

Punktualnie o 9:00 szofer podjechał pod hotel i wrócili do mieszkania.

Weszła i zobaczyła go z ręcznikiem którym od pasa w dół był przepasany. A za nim stała wysoka blondynka o czerwonych ustach, których kształt odbity był czerwoną szminką na jego piersi. Przepasana była tylko kołdrą.

Pożegnanie

Widzę, że nie spałaś-rzucił lekko i spoglądając na blondynkę która okazała się mieć identyczne imię jak jego sekretarka dodał- my też- i roześmiał się a Amanda bo tak miała na imię pocałowała go w usta.

Blanka nie wiedziała co ma zrobić i na kogo być bardziej wściekła, wzięła torby i pohamowując się od wymiotów wyszła z mieszkania ciągle płacząc.

Peron

Blankę zawieziono na dworzec. Wyszła i podniosła głowę do Nieba nie mówiąc nic.

Jedno było pewne. To nie będą jej szczęśliwe święta.

 

Mam nadzieję, że nie popłakaliście się zbytnio przy tej opowieści, która choć tak fantastyczna to idealnie obrazująca ludzką zawistność, chamstwo i przede wszystkim niestabilność emocjonalną.

Proszę was o komentarze, bo uwielbiam je czytać. Do zobaczenia w następnej historii.

  • Ali

    Niestety, nie jest to dobrze napisany tekst. To nie obelga. Buduj mniej założone zdania, z zachowaniem szyku. Potem próbuj z nimi eksperymentować. Inaczej, zaczynasz pracę od końca. Źle się to czyta,

  • Kuba

    Liczyłem na szczęśliwe zakończenie :C
    No i brakuje też interpunkcji.
    Trzymaj sie!